Cierpienie, którego mogło nie być. Pomóż nam spłacić dług za życie!
Wyobraź sobie strach, przeszywający ból i samotność. Koty wolno żyjące najczęściej umierają w całkowitej ciszy, z dala od ludzkich oczu. Aby uratować choć jedno takie życie, nasi wolontariusze poświęcają wszystko. To zarwane, nieprzespane noce, godziny spędzone na trudnych łapankach w deszczu i mrozie, codzienne dojazdy do lecznicy, żmudne podawanie leków, zmiana podkładów i karmienie chorych, osłabionych ciał ze strzykawki. Oddajemy im swój wolny czas i całe serce, by nie musiały już więcej cierpieć.
Zatrzymaliśmy to błędne koło. Od 2020 roku wykonaliśmy aż 58 zabiegów kastracji kotek i kocurów! Dziś możemy odetchnąć z ulgą – w tym roku widzimy gigantyczną zmianę. Problem z nowymi, niechcianymi miotami jest w naszej okolicy zdecydowanie mniejszy. To dziesiątki maluchów, które nie urodziły się tylko po to, by powoli odchodzić w krzakach z powodu chorób i niedożywienia.
Każda faktura, którą teraz trzymamy w rękach, to jednak historia wyrwana śmierci i morze przelanych przez nas łez:
Trzyłapka: Przerażona, dzika kotka wolno żyjąca. Przeszła kastrację aborcyjną i trudną amputację zniszczonej łapy podczas jednej narkozy. Jej rany rozchodziły się i boleśnie otwierały, wymagała specjalistycznych naświetlań lampą Phovia i bolesnego zakładania staplerów. Dziś wreszcie jest wolna od bólu.
Gucio: Przeżył koszmar zatrzymania moczu, a uraz kręgosłupa wymusił amputację całego ogona. Zmagał się z potężnymi zaparciami, przez co wolontariusze musieli wielokrotnie jeździć z nim do lecznicy na ratunkowe lewatywy w narkozie.
Leoś: Nasz kochany podopieczny z wirusem FELV. Kociak przeszedł bolesne usunięcie chorych zębów, a teraz każdego dnia wolontariusze walczą z jego niewydolnością nerek, podając mu niezbędne do życia kroplówki i na stałe przyjmuje leki.
Każdy kot, który ucieka przed śmiercią i trafia pod naszą opiekę do domu tymczasowego, otrzymuje to, na co zasługuje od zawsze. Zapewniamy odpowiedzialną opiekę i pełnowartościową karmę wysokomięsną, która daje organizmowi siłę do walki z chorobą. Wydając koty do domów stałych, wkładamy też mnóstwo pracy w edukację o tym, jak kluczowe dla ich bezpieczeństwa jest odpowiednie zabezpieczenie okien i balkonów.
Robimy, co w naszej mocy, oddajemy im swoje życie, ale liczby są nieubłagane:
Przez nasze ręce przeszło ponad 100 kotów w tragicznym stanie.
Same kastracje (często bardzo trudne, ratujące życie operacje aborcyjne) pochłonęły z naszego konta prawie 13 000 zł.
Nasz łączny dług w lecznicy urósł do astronomicznej kwoty prawie 40 000 zł!
Bez Waszej pomocy po prostu utoniemy w długach. Zrobiliśmy czarną robotę, poświęciliśmy swój czas i zdrowie, by te koty miały szansę na lepsze jutro. Teraz prosimy Was o pomoc.
Dorzuć chociaż drobną wpłatę do naszej zbiórki i pozwól nam dalej ratować te zwierzęta, o których świat wolałby zapomnieć! Każda złotówka to realna pomoc.
Zbiórka zorganizowana przez:
Zbiórka zorganizowana przez: